Blog | Planet Partners

Jak przygotować się do wywiadu? Poradnik dla tych, którzy chcą wypaść nie tylko dobrze, ale też merytorycznie

Wywiad prasowy, setka telewizyjna, podcast w sieci, a może audycja radiowa? Okazji do wypowiedzi w mediach jest wiele i gdy się pojawiają żal z nich nie skorzystać. Sztuką jest je jednak właściwie wykorzystać. W poniższym wpisie przedstawiam kilka zasad dotyczących tego, jak przygotować się do wywiadu, żeby budować pozycję eksperta i osiągać pożądane cele komunikacyjne.

Upewnij się, że wiesz z kim rozmawiasz

Gdy wybieramy się na prywatkę do nieznajomego zazwyczaj wcześniej staramy się dowiedzieć czegoś o swoim gospodarzu. To pozwala nam poczuć się bezpiecznie i pewnie, co przekłada się później na jakość odbytych rozmów i nawiązanych relacji. Ta sama zasada działa również w kontekście spotkania z dziennikarzem. Wiedza o tym, z kim rozmawiamy i kto będzie tego potencjalnie słuchał/oglądał sprawia, że mniej denerwujemy się i łatwiej nam skupić się na tym, co chcemy powiedzieć.

W Planet Partners nasi klienci każdorazowo przed nagraniem wywiadu otrzymują od nas briefing. To dokument, w którym szczegółowo przedstawiamy sylwetkę prowadzącego, tytułu medialnego, dla jakiego pracuje oraz profil odbiorców tego medium. Dobry briefing zawiera również informacje o temacie wywiadu, a także możliwe konteksty rozmowy. To ostatnie jest szczególnie pomocne, gdy nie znamy z wyprzedzeniem pytań, jakie przedstawiciel mediów chce nam zadać.

Przygotowując się do rozmowy z dziennikarzem warto przemyśleć nie tylko to, co chcemy powiedzieć, ale także to, czego nie powinniśmy mówić. I nie chodzi tutaj o okłamywanie lub zatajanie faktów, a jedynie o świadome budowanie wypowiedzi. Przykładowo jeśli pracujemy w dużej korporacji, w której panuje zasada, że nie komentujemy wyników finansowych firmy to dobrze mieć przygotowaną odpowiedź na wypadek, gdy dziennikarz zapyta nas o przychody z ostatniego kwartału. Nie ma nic złego w przyznaniu, że nie jesteśmy upoważnieni do ujawniania takich informacji.

Pamiętaj o przekazach kluczowych

Na pozór hasło przekazy kluczowe (z ang. key messages), czyli najważniejsze informacje, jakie chcemy przekazać odbiorcom podczas rozmowy może brzmieć dość magicznie. Ale w gruncie rzeczy chodzi o to, żeby przemyśleć cel komunikacyjny rozmowy, czyli co ma utkwić odbiorcy w głowie na nasz temat (lub naszej firmy bądź projektu czy inicjatywy, o której opowiadamy) po obejrzanym/wysłuchanym wywiadzie. Gdy cel komunikacyjny będzie dla nas jasny, przygotowanie key messages okaże się stosunkowo proste.

Trudność pojawia się za to później, gdy chcemy podczas rozmowy nawiązać do kluczowych przekazów. Technik naprowadzania rozmówcy na to, co chcemy powiedzieć jest kilka i doskonale opisał je Adam Łaszyn w książce pt. „Media i Ty. Jak zarządzać kontaktem osobistym z dziennikarzami”. Jeśli miałabym coś doradzić tu i teraz to: po spisaniu kluczowych przekazów zapamiętaj je, ale tylko w formie haseł, nie całych wypowiedzi. Dzięki temu będziesz mógł na bieżąco uwzględniać je odpowiadając na zadane pytania bez obawy o efekt sztuczności. Z czasem zauważysz też, że z coraz większą łatwością wykorzystujesz pytania rozmówcy jako trampolinę, która pomaga Ci przekazać jedno z kluczowych przesłań.

Dopasuj język do medium i publiczności

Jedną z cech dobrego rozmówcy jest to, że umie dostosować język i sposób mówienia do tego co i komu chce przekazać. Jak w życiu, inaczej rozmawiamy z członkiem rodziny, inaczej ze znajomymi po pracy, a jeszcze inaczej z potencjalnym klientem. To powiedziawszy są pewne ogólne zasady, których warto się trzymać niezależnie od tego czy przygotowujemy się do wizyty w studio programu naukowego lub newsowego czy będziemy opowiadać o fascynującym projekcie w podcaście technologicznym.

Po pierwsze mów prosto i zrozumiale. Używanie żargonowych sformułowań tylko pozornie dodaje nam profesjonalizmu. Częściej sprawia, że nasz przekaz staje się nieczytelny, a my tracimy zainteresowanie słuchaczy. Po drugie używaj krótkich zdań. Cały ten akapit jest napisany krótkimi zdaniami. I choć mam nadzieję, że czyta się go równie przyjemnie, jak poprzedni to jednak trzeba przyznać, że zwięzłe frazy dodają rozmowie dynamizmu i czynią ją ciekawszą. Sprawdza się to zarówno w przypadku wywiadu prasowego, jak i radiowego czy telewizyjnego.

Po trzecie bądź oazą spokoju i niech słowa, których używasz też to odzwierciedlają. Nie pozwalaj się wciągnąć w dywagacje, które przedstawiają hipotezy A i B (najczęściej przeciwstawne) i oczekują, że opowiesz się po jednej ze stron. Jeśli jesteś pytany o problem, zwracaj uwagę na to, jak go rozwiązać. Nie powtarzaj negatywnych stwierdzeń dziennikarza. Swoje wypowiedzi formułuj zawsze w pozytywnym tonie. Jeśli możesz używaj porównań, anegdot, staraj się unikać przedstawiania suchych danych statystycznych. Działaj na wyobraźnię, zwłaszcza w przypadku abstrakcyjnych liczb.

Przyswój sobie również zasadę mówienia pełnymi zdaniami. To przydaje się szczególnie przy nagrywaniu „setek” do materiałów newsowych, gdzie pytania reportera są wycinane w trakcie montażu, ale nie zaszkodzi również przy dłuższych formach, takich jak wywiady. Sformułowanie odpowiedzi tak, by zawierała w sobie zadane pytanie nie tylko ułatwia odbiorcy zrozumienie tego, o czym mówimy, ale także utrudnia późniejsze wyciągnięcie naszej wypowiedzi z kontekstu.

Po czwarte i kto wie, czy nie najważniejsze: nigdy nie kłam. Jeśli nie znasz odpowiedzi na zadane pytanie nie udawaj, że jest inaczej. W zamian zapewnij dziennikarza, że prześlesz mu dodatkowe informacje lub pomożesz dotrzeć do źródeł.  Bądź uprzejmy i daj się lubić.

Setka – krótka wypowiedź do kamery używana w telewizyjnych materiałach informacyjnych jako odpowiednik cytatu z materiału prasowego. (…) Obecnie – gdy jednemu tematowi poświęca się w telewizyjnych materiałach informacyjnych średnio dwie-trzy minuty – wykorzystuje się setki trwające nie dłużej niż pięć-piętnaście sekund. To najczęściej jedno do siedmiu zdań.” Adam Łaszyn, Media i Ty. Jak zarządzać kontaktem osobistym z dziennikarzami. Wydawnictwo Message House, Warszawa 2015.

Nie istnieje coś takiego, jak off-the-record

To znaczy istnieje. Ale żeby zrozumieć pewną przewrotność tego mechanizmu trzeba znać specyfikę pracy dziennikarza. Dla redakcji zawsze najważniejszy jest news, najlepiej by była to informacja z pierwszej ręki i to taka, której nikt nigdzie wcześniej nie opublikował. Jednocześnie zaufanie leży u podstaw pracy reportera i nie chce on go naruszyć. Dlatego jeśli w kuluarach oznaczymy naszą wypowiedź jako off-the-record to znaczy, że jest ona poufna i większość dziennikarzy jej nie upubliczni. Ale to, że nie użyją Twojej wypowiedzi słowo w słowo i nie opatrzą jej Twoim nazwiskiem nie oznacza, że nie mogą jej wykorzystać jako punkt wyjścia do pogłębienia tematu, o którym być może nie chciałbyś teraz wspominać. 

Nie traktuj dziennikarza jak wroga, ale również nie zakładaj, że jest Twoim przyjacielem. Rozważnie dobieraj słowa i tematy, o których rozmawiacie nie tylko podczas nagrania, ale także poza nim. Można mi zarzucić asekuranctwo, ale uważam, że zasada przezorny zawsze ubezpieczony sprawdza się w każdej sferze życia. Również wtedy, gdy przygotowujemy się do publicznego występu.

Zadbaj o technikalia

W której części miasta odbędzie się rozmowa? Jak długo zajmie mi dojazd na miejsce (wliczając w to ewentualny wzmożony ruch na drodze)? Czy w pobliskiej odległości mogę skorzystać z parkingu? A może lepiej wziąć taksówkę? To wszystko pytania, na które odpowiedzi musimy znać z wyprzedzeniem.

Na miejsce nagrania dobrze przyjechać ok. 20 minut wcześniej. Nie tylko dlatego, że nikt nie lubi spóźnialskich, ale także po to, by dać sobie kilka minut na uspokojenie oddechu, pozbieranie myśli, uporządkowanie w głowie key messages, a nawet wykonanie prostych ćwiczeń rozgrzewających żuchwę. Dodatkowe minuty poza czasem antenowym dają też okazję do wymiany kilku zdań z prowadzącym rozmowę i nawiązania relacji z nim. To przyda się podczas wywiadu, ale zaprocentuje również w przyszłości, gdy dziennikarz będzie szukał rozmówców do kolejnego tematu.

Podkoszulek czy koszula? Szpilki czy baleriny?

Prawdę mówiąc to zależy i to od wielu czynników. Od tego, co jest tematem rozmowy (czy przedstawiamy raport na temat cyfryzacji w Polsce czy zapraszamy na międzynarodowe zawody łazików marsjańskich), z kim rozmawiamy, jaki profil ma audycja/program, którego jesteśmy gościem, a także kto nas będzie słuchał/oglądał.

Na pewno powinno nam być wygodnie. Jeśli już musimy kupić na tę okoliczność nowe elementy garderoby warto je wcześniej „rozchodzić”, żeby czuć się w nich dobrze. W zdecydowanej większości przypadków najlepiej sprawdzi się styl smart casual – gładka koszula w jasnych kolorach, marynarka, spodnie lub spódnica na tyle długa, by nie eksponowała ud i kolan. Lepiej unikać koszul wzorzystych i prążkowanych, ponieważ w oku kamery lubią migotać. W razie wątpliwości zawsze lepiej być overdressed, niż underdressed.

Wybierając biżuterię warto postawić na minimalizm. Nie tylko po to, by nie odwracać uwagi od swojego przekazu, ale również dlatego, że każdy dźwięk wydawany przez dłuższe kolczyki, ciężki naszyjnik czy luźną bransoletkę lub zegarek opadające z łoskotem na blat stołu będzie wyłapywany przez mikrofon i tym samym słyszalny w domu każdego słuchacza/widza. Biżuteria wokół twarzy może również utrudnić makijażystom wykonanie ich pracy przed nagraniem.

A skoro już o makijażu mowa. Redakcje nie zawsze zapewniają dostęp do profesjonalistów na miejscu, dlatego warto mieć ze sobą puder transparentny, żeby w razie potrzeby zmatowić twarz przed występem.

Kawa czy herbata?

Najlepiej woda. Zarówno kawa, jak i herbata wysuszają śluzówkę i utrudniają swobodne mówienie podczas nagrania. Najlepiej postawić na wodę mineralną niegazowaną w temperaturze pokojowej lub minimalnie schłodzoną.

Kamera przede mną, a co za mną?

Jeśli rozmowa jest nagrywana w studio to najczęściej nie musimy obawiać się o to, co jest za nami. Sztab ludzi pracuje na planie nad tym, żebyśmy prezentowali się w oku kamery jak najkorzystniej. Inaczej sprawa wygląda, gdy wywiad nagrywany jest na odległość, czyli dziennikarz zadaje pytania ze studia, a my odpowiadamy na nie będąc w firmie bądź w zaciszu domowym. Wtedy koniecznie trzeba przejrzeć się w oku kamery, zanim dołączymy do rozmowy i sprawdzić, jak wygląda tło za nami, w szczególności jaki zakres naszego pomieszczenia obejmuje kamera.

Jeśli wywiad nagrywany jest w siedzibie firmy, lepiej realizować go na stojąco, niż siedząc. Wtedy koniecznie trzeba zadbać o postawę. Należy stać prosto, ale nie usztywniać się. Stopy warto ułożyć w lekkim rozkroku, co pozwoli przesunąć ciężar ciała na tylną nogę. Dzięki temu trudniej nam będzie wykonywać niepożądane ruchy ciałem, np. kiwać się na boki. Będziemy stać stabilnie i czuć się komfortowo.

Mentalny „check”

Gdy siedzimy już wygodnie na fotelu, a do rozpoczęcia nagrania pozostały dosłownie minuty dobrze jest upewnić się, że jeśli trzymamy w kieszeni telefon to jest on wyłączony. Opcją minimalną jest wyciszenie urządzenia, ale mikrofony wykorzystywane przez media są bardzo czułe, więc jeśli telefon zacznie wibrować, to na pewno ten dźwięk wyłapią i nagłośnią. Warto również spojrzeć na pozycję, w jakiej siedzimy i zapytać o to, jaki zakres naszego ciała widzi kamera. To też jest ostatni moment na zapanowanie nad ewentualnymi tikami nerwowymi, jak np. bębnienie palcami w stół, kręcenie obrączki na palcu czy wybijanie rytmu nogą. Na koniec jeszcze głęboki wdech i zapala się czerwona lampka, czyli wchodzimy w fazę nagrania.

Jeśli spodobały Ci się moje wskazówki i chcesz mieć je zawsze przy sobie w skondensowanej formie zapraszam do pobrania poradnika: Jak przygotować się do wywiadu. Praktyczne rady. Mnóstwo konkretów w zwięzłej postaci.

Czy sztuczna inteligencja może być kreatywna? Komercyjne użycie sieci neuronowych w branży kreatywnej

Świadomie lub nie, codziennie jesteśmy pośrednimi użytkownikami algorytmów uczenia maszynowego. Platformy streamingowe proponują nam wyselekcjonowane filmy i muzykę na podstawie opracowanego modelu, wyszukiwarki internetowe pomagają znaleźć najbardziej trafną odpowiedź na dowolne pytanie zanim zdążymy je zadać, a autokorekta w telefonie poprawia błędnie napisane wyrazy w zależności od kontekstu reszty zdania. Powyższe zastosowania służą optymalizacji doświadczenia użytkownika końcowego, zwiększając komfort korzystania z usługi (user experience optimization).

Czy oprócz technicznych zastosowań, sztuczna inteligencja może przydać się w branży kreatywnej? Czy według polskiego prawa AI może być autorem dzieła chronionego przez prawo autorskie? Jak stworzyć rysunek astronauty grającego w koszykówkę z kotami w kosmosie jeśli nie jesteś grafikiem? O tym wszystkim dowiesz się z dalszej części tekstu.

Czym jest DALL·E?

Gdy we wrześniu 2022 firma OpenAI (wspierana przez Elona Muska i Microsoft) ogłosiła otwarty publiczny dostęp do wersji beta DALL·E – systemu AI tworzącego realistyczne obrazy na podstawie opisu tekstowego – zainteresowanie komercyjnym wykorzystaniem tzw. Generacji powstałych z wykorzystaniem AI znacznie wzrosło. Według zapewnień twórców, użytkownicy korzystający z ich usługi mają pełne prawo do komercjalizacji, włączając w to prawo do kopiowania, przedruku, sprzedaży i merchandisingu.

Jak pisze o sobie OpenAI, jej misją jest „zapewnienie, że sztuczna inteligencja ogólna (AGI – Artificial General Intelligence) – przez którą rozumiemy wysoce autonomiczne systemy przewyższające ludzi w najbardziej wartościowych ekonomicznie pracach – przyniesie korzyści całej ludzkości.”

System został przedstawiony światu po raz pierwszy w styczniu 2021. Od tego czasu, kolejne iteracje pozwoliły na osiągnięcie dużo większej dokładności w rozumieniu tekstu i oczekiwań użytkowników oraz 4-krotne zwiększenie rozdzielczości obrazów wynikowych.

 

„A painting of a fox sitting in a field at sunrise in the style of Claude Monet” – po lewej DALL·E 1, po prawej DALL·E 2

 

Jak to działa?

System DALL·E został stworzony dzięki „wytrenowaniu” sieci neuronowej. Poprzez uczenie głębokie (deep learning), DALL·E nauczył się relacji między obrazami, a tekstem użytym do ich opisania. Wykorzystuje proces zwany „dyfuzją”, który zaczynając od losowego szumu w obrazie, krokowo konstruuje z niego rozpoznawalne elementy, aż do opracowania obrazu wynikowego. Więcej o modelach dyfuzji »

W dużym uproszczeniu – na podstawie olbrzymiej bazy zdjęć i grafik, które zostały szczegółowo opisane w formie tekstowej, DALL·E nauczył się rozpoznawać zależności między opisami a elementami graficznymi. Co to oznacza? Uczenie maszynowe pozwala na „wytrenowanie” algorytmu w taki sposób, aby był w stanie na podstawie odpowiednio dużej ilości danych (np. obrazków przedstawiających koalę) zrozumieć jak wygląda koala. Efektem dla zapytania „koala” byłyby grafiki zawierające zwierzę, a jego ułożenie, czynność którą wykonuje i otoczenie, byłyby w pełni zależne od zdjęć koal zawartych w bazie na której algorytm się uczył.

DALL·E potrafi o wiele więcej – wiedząc jak wygląda koala (na podstawie bazy zdjęć pokazujących koalę) oraz jak wygląda motocykl (na podstawie bazy zdjęć przedstawiających motocykle i używających ich ludzi) jest w stanie stworzyć całkowicie nowy obraz „Koala jeżdżąca na motocyklu”, wiedząc jaka jest relacja jednego obiektu względem drugiego.

DALL·E potrafi tworzyć oryginalne i realistyczne obrazy z opisu tekstowego (w języku angielskim) oraz rozumie idee, atrybuty, przymiotniki, czynności i kierunki w sztuce. Dzięki odpowiedniemu „wytrenowaniu” algorytmu, zna on imiona i dzieła światowych artystów, ikony popkultury i style w architekturze. Wszystko to na podstawie odpowiednio opisanej bazy materiałów graficznych.

Od lewej: „An astronaut riding a horse in photorealistic style”, „An astronaut lounging in a tropical resort in space as pixel art”, „An astronaut playing basketball with cats in space as a children’s book illustration”

 

Funkcje DALL·E nie kończą się na generowaniu obrazów w oparciu o tekst. Daną wejściową może być również plik graficzny, który za pomocą odpowiedniego narzędzia (tzw. outpainting) może zostać dowolnie „rozszerzony” dopasowując styl wynikowy do źródłowego. System potrafi również dokonywać zmian w obrazie za pomocą instrukcji tekstowych (tzw. inpainting, np. zastąpienie elementu, usunięcie obiektu) oraz zaproponować alternatywne wersje źródłowego obrazu.

Oryginał: Dziewczyna z perłą – Jan Vermeer; Outpainting: August Kamp za pomocą DALL·E

Czy sztuczna inteligencja może być rasistą?

Oczywiście że tak! Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że (jak na razie) sztuczna inteligencja (w tym wypadku DALL·E) nie jest niezależnie myślącym tworem, a wszystkie obrazy wynikowe tworzone są w oparciu o zestaw danych na którym sieć neuronowa została „wytrenowana”. Nieprzemyślany system powtórzy wszystkie napotkane stereotypy i negatywne obrazowania które znalazły się w analizowanym zestawie danych.

Przykładowo – jeśli w bazie danych na której uczy się sieć znajduje się 1000 obrazów opisanych jako „CEO” z których 9/10 przedstawia mężczyzn o jasnej karnacji, oznacza to, że algorytm powiąże słowo „CEO” z męską płcią oraz jasną karnacją skóry.

Wyniki dla zapytania „A photo of CEO” bez uwzględnienia poprawek twórców

Wyniki dla tego samego hasła po dopracowaniu algorytmu pod kątem różnorodności. Źródło: https://openai.com/blog/reducing-bias-and-improving-safety-in-dall-e-2/

 

W celu minimalizacji wpływu stereotypów na wyniki produkowane przez DALL·E, twórcy dołożyli wszelkich starań, aby lepiej odwzorowywał różnorodność płciową i rasową, gdy nie jest bezpośrednio sprecyzowana w zapytaniu użytkownika.

Warto wiedzieć – DALL·E nie dopuszcza posługiwania się wizerunkami rozpoznawalnych osób oraz nie pozwala na tworzenie zwodniczych i krzywdzących obrazów.

Czy AI może być autorem?

Upublicznienie narzędzia DALL·E pociągnęło za sobą wysyp dziwacznych i jednocześnie przepięknych tworów graficznych naśladujących style Warhola, Van Gogha czy Picassa, do których w świetle zapewnień twórców użytkownicy mają pełne prawa do użycia komercyjnego. Kto jest autorem takiego dzieła i czy powstałym dziełom należy się ochrona prawna?

Na samym początku dobrze jest zweryfikować czyją własnością są wygenerowane przez DALL·E obrazy:

Ownership of Generations. To the extent allowed by law and as between you and OpenAI, you own your Prompts and Uploads, and you agree that OpenAI owns all Generations (including Generations with Uploads but not the Uploads themselves), and you hereby make any necessary assignments for this. OpenAI grants you the exclusive rights to reproduce and display such Generations and will not resell Generations that you have created, or assert any copyright in such Generations against you or your end users, all provided that you comply with these terms and our Content Policy.

Używając narzędzia OpenAI jesteśmy właścicielami wszystkich zapytań jakie skierujemy do systemu (tzw. Prompts), lecz zgadzamy się jednocześnie, że OpenAI będzie właścicielem wszystkich wynikowych obrazów (tzw. Generations), na które w zamian udzieli nam wyłączną licencję na wykorzystanie komercyjne. Jednocześnie OpenAI obiecuje, że nie będzie realizowało żadnych praw autorskich względem nas jako twórców zapytania (lub naszych odbiorców), dopóki działamy w zgodzie z polityką zawartości firmy.

 

Czym według polskiego prawa, stworzone przez nas zapytanie (Prompt) jest utworem?

Art. 1.1. Przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia (utwór). Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych

Jak najbardziej! Jeśli tylko zapytanie nosi znamiona działalności twórczej, to jest chronione od momentu w którym zostało ustalone. Co ciekawe – utwór nie musi być skończony, a ochrona przysługuje twórcy niezależnie od tego czy spełnił jakiekolwiek formalności (Art. 1.1.). Ciężko natomiast wyznaczyć granicę od której zapytanie nosi znamiona działalności twórczej i indywidualny charakter.

Przykład:
Zapytanie „gołąb kosmonauta” najpewniej nie zostanie uznane za przejaw działalności twórczej, co innego natomiast w przypadku: „Ciekawski gołąb astronauta w futurystycznym statku kosmicznym jedzący różowego donuta”

Opracowanie własne, za pomocą DALL·E

 

Co polskie prawo mówi o ochronie dzieł stworzonych przez sztuczną inteligencję?

Nie mówi nic! Według art. 1.1 „przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze”, twórcą może być jedynie człowiek (osoba fizyczna) – całkowicie negując możliwość ochrony. Obecnie przyjmuje się, że jeśli twórca (osoba) do stworzenia dzieła używa oprogramowania zakładającego ograniczoną i skończoną liczbę rezultatów, poza nim samym, współtwórcą może być również twórca oprogramowania. Czy w przypadku AI możemy mówić o „skończonej liczbie rezultatów?”.

Na podstawie „Prawo autorskie dla projektantów” W. Bednarska, M. Bywalec, A. Golan, Ż. Lerche-Górecka, A. Korzeńska, wyd. OD-NOWA x SO IN LAW, 2019

Wygląda więc na to, że tak długo jak użytkownik przestrzega zasad (umowy) korzystania z DALL·E, to dostaje wyłączną licencję komercyjną na dzieła powstałe przy jego użyciu, lecz nie jest ich właścicielem. Warto wspomnieć, że w sieci pojawiło się mnóstwo wątpliwości dot. powyższej interpretacji. Wyłania się z nich jedno ważne pytanie – czy twórcy DALL·E mogą przekazać dalszym użytkownikom licencję na dzieła, które są efektem nauki algorytmu na obrazach do których nie mają praw majątkowych? Czy algorytm narusza prawa autorskie twórców tworząc obrazy bazując na ich twórczości? Na ten moment prawo nie nadąża za rozwojem technologii, więc kwestia pozostaje nieuporządkowana. Największe portale zajmujące się dystrybucją obrazów (tzw. stocki) nie pozwalają twórcom sprzedawać na swoich platformach dzieł powstałych przy pomocy AI, ponieważ niemożliwe jest jednoznaczne potwierdzenie autorstwa i braku naruszeń majątkowych praw autorskich.

 

Czy narzędzia AI to przyszłość kreatywności? Czy zmieni to sposób w jaki myślimy o kreatywności i będzie przyczynkiem do powstania nowych profesji polegających na obsłudze AI, wypierając kreatywne zawody? Pozostaje nam tylko wierzyć w to, o czym zapewniają nas twórcy:

Our hope is that DALL·E 2 will empower people to express themselves creatively. DALL·E 2 also helps us understand how advanced AI systems see and understand our world, which is critical to our mission of creating AI that benefits humanity.

Nasz zespół na pewno skorzysta z rozwiązań, które zapewnia DALL·E.

Inne źródła:

https://www.wired.com/story/openai-dalle-copyright-intellectual-property-art/

https://jumpstory.com/blog/using-dalle2-images-for-commercial-purposes/

https://www.technollama.co.uk/dall%C2%B7e-goes-commercial-but-what-about-copyright

https://openai.com/dall-e-2/

 

Aktualizacja 11-2022:

We’ve simplified our Terms of Use and you now have full ownership rights to the images you create with DALL·E — in addition to the usage rights you’ve already had to use and monetize your creations however you’d like. This update is possible due to improvements to our safety systems which minimize the ability to generate content that violates our content policy.

ToFu, MoFu, BoFu – z czym się to je?

ToFu, MoFu, BoFu – na pierwszy rzut oka, te nazwy kojarzyć się będą tylko z jedną dziedziną i jest to w znacznym stopniu trafne spostrzeżenie. Można je rozumieć jako metaforę posiłku podawanego klientowi – przystawka, danie główne i deser. Każde z nich jest nieodłącznym elementem procesu decyzyjnego konsumenta, a z drugiej strony, także częścią strategii marketingowej skupiającej się w dużej mierze na content marketingu

Zanim jednak rozbijemy nasz posiłek na czynniki pierwsze, warto odpowiedzieć na pytanie – czym w ogóle jest content marketing?

Podstawowe pojęcia w słowniku marketingowca

Content marketing (znany też jako marketing treści) to rodzaj narzędzia marketingowego, którego celem jest pozyskanie klientów. Działania opierają się na publikacji i promocji wartościowych treści dla danej, wcześniej określonej, grupy odbiorców. Warto podkreślić, że nie tylko materiały z dziedziny PR będą tu przydatne – podstawą jest dywersyfikacja zasobów, z których korzystamy i dedykowanie ich konkretnemu segmentowi.

Podsumowując, content marketing to droga, która ma doprowadzić do budowania długotrwałych i mocnych relacji z grupą klientów.

Najpierw jednak trzeba ustalić jaką formę oraz treści przekazu wybrać.

Tu pojawiają się kolejne określenia ze słownika branżowego – profil idealnego klienta i persona zakupowa (z ang. buyer persona). W pierwszym przypadku jest to reprezentacja grupy klientów oparta o ich potrzeby, spodziewane oczekiwania i obawy. Natomiast drugi profil jest skupiony mocno na ścieżce zakupowej klienta – na sposobie i czasie w jakim podejmuje poszczególne decyzje,

Wszystko to ma na celu umieszczenie naszego odbiorcy w centrum procesu komunikacji, w sposób zgodny z planem content marketingu – publikując to, co uznają za ciekawe i istotne.

Po określeniu naszych grup docelowych, kolejnym działaniem jest śledzenie zachowania klienta i ścieżki jaką pokonuje na naszej stronie. Graficzne odzwierciedlenie takiej trasy nazywane jest lejkiem marketingowym (z ang. marketing funnel). Choć słowo to być może nie przywołuje zbyt wielu skojarzeń, jest bardzo intuicyjne. Lejek ilustruje interakcję klienta z marką – od początkowego zetknięcia do zakończenia procesu sprzedaży.

Obrazuje on proces “wyławiania” konsumenta, prowadzenia go w kolejnych krokach przez proces edukacji o usłudze, czy produkcie („dogrzewania leadów”), aż do kontaktu ze sprzedawcą/doradcą.

By jeszcze lepiej zobrazować cały mechanizm, w ramach lejka wyróżnia się 4 etapy (nazywane modelem AIDA):

A – Attention – Zwrócenie uwagi,
I – Interest – Wzbudzenie zainteresowania,
D – Desire – Pożądanie,
A – Action – Działanie

Czasem jeszcze, poza AIDA, dodaje się także inne etapy, m. in. ocenę czy lojalność.

Teraz, na ten sam proces spójrzmy nie z perspektywy reakcji, które chcemy wywołać u potencjalnego konsumenta podczas jego przeprawy na ścieżce, tylko miejsca w obrębie naszej metaforycznej „sieci”, w jakim się znajduje.

Na początku, trzeba podkreślić, że etapy lejka zakupowego są ściśle powiązane z ToFu, MoFu oraz BoFu i nie należy rozpatrywać ich osobno, a traktować jako procesy powiązane, dodatkowo pamiętając, że potencjalny klient może przemieszczać się pomiędzy nimi nie tylko w dół, ale też w górę.

ToFu

Według Adweek, magazynu publikującego newsy z branży marketingu, 81 % kupujących robi badania online przed dokonaniem zakupu [źródło]. Warto więc zwrócić szczególną uwagę na wzbudzenie zainteresowania u potencjalnego klienta, by wyróżnić się na tle konkurencji.

Taki proces zawiera się w górnej część wyżej wspomnianego lejka i jest to tzw. ToFu, czyli z angielskiego Top of the Funnel.  

Pierwszy etap zapoznawania klienta z marką wymaga największego nakładu publikacji i reklamy. Sam przekaz nie będzie jednak spersonalizowany, ponieważ tutaj ważne jest budowanie świadomości marki i rozpoznawalności na rynku.

Klient w to miejsce trafia głównie dlatego, że wie już, że ma problem, ale dopiero szuka rozwiązania. Czasem ma już jego wstępną wizję, ale nie jest to jeszcze konkret.

Rodzaj stosowanego kontentu w ToFu:

  • Wpisy na blogu – najczęstszy i najłatwiejszy sposób,
  • Artykuły eksperckie,
  • Poradniki,
  • Raporty,
  • Wpisy w social media,
  • Newslettery,

Tutaj jednak nie można zapomnieć o ważnej zasadzie – prym ma wieść edukowanie, postawa ekspercka, a nie sama reklama produktu, ponieważ celem jest zachęcenie klienta do  przejścia do kolejnego miejsca w lejku.

Podsumowując, im bardziej wyedukowany jest nabywca, tym szybciej wchodzi w proces sprzedażowy i podejmuje decyzje o zakupie.

MoFu

Jeśli dostatecznie zainteresowaliśmy potencjalnego klienta naszym produktem, znajdzie się on w miejscu środkowym lejka – Middle of the Funnel. Ten etap wymaga największych nakładów pracy, ponieważ przekaz musi być jednocześnie zindywidualizowany, dopasowany do oczekiwań klienta, ale też i na tyle interesujący, by zachęcić go do dalszej podróży. Kontent marki musi współgrać z przekazywaną użytkownikowi Internetu wartością i nawiązywać do oferowanych przez nią towarów lub usług.

W tej krytycznej fazie najważniejsze z perspektywy marki jest wyróżnienie się i bardziej szczegółowe zaprezentowanie produktu. Klient bowiem jest świadomy własnego problemu i dokonuje ewaluacji potencjalnych opcji jego rozwiązania. Z tego powodu MoFu uważane jest za najbardziej krytyczny i najważniejszy etap lejka.

Rodzaj stosowanego kontentu w MoFu:

  • Webinary,
  • E-mail marketing,
  • Opisy produktów,
  • Ebook produktowy,
  • Case studies.

Tak jak w przypadku ToFu, kontent w etapie MoFu także powinien edukować, jednak musi być nakierowany mocniej na dostarczeniu jak największej ilości informacji, które mają pomóc zainteresowanym zdecydować, że to właśnie ten produkt lub usługa rozwiąże ich problem.
Ponadto, warto zdobyć informacje na temat zachowań odbiorcy przekazu oraz tego, co go interesuje.

BoFu

Pozyskane wcześniej informacje o indywidualnych klientach są niezbędne do efektywnej realizacji naszej wcześniej wspomnianej konwersji, czyli najczęściej zakupu.

BoFu, czyli Bottom of the Funnel, zwany też golden stage (z ang. złoty etap) to dolny etap lejka marketingowego, gdzie znajdują się tylko chętni do zakupu produktu.
Nie oznacza to jednak, że cała praca jest już wykonana.

Tacy odbiorcy zwykle mają już dostateczną wiedzę na temat danego problemu oraz rozwiązań znajdujących się na rynku. Potrzebny jest więc im impuls, skłaniający do zakupu np. taki, który sprawi, że zakup wyda się mniej ryzykowny – najwyższej klasy obsługa klienta.

Na tym etapie trzeba zadbać o przekazanie, dlaczego produkt jest lepszy od konkurencyjnego, jakie ma funkcje i jakie problemy rozwiązuje.

Rodzaj stosowanego kontentu w BoFu:

  • Case studies pokazujące konkretne rozwiązania w praktyce,
  • Treści promocyjne, w tym też porównania produktów,
  • Kody rabatowe,
  • E-maile okazjonalne np. z okazji świąt,
  • Wersje próbne produktów.

ToFu, MoFu, BoFu – co następnie?

Ważnym elementem całego procesu jest cierpliwość i wytrwałość.  Badania pokazują, że firmy, które dbają o swojego klienta, mają o 50% więcej leadów gotowych do kupna, a dokonują oni o 47% większe zakupy [źródło]. Dlatego warto konsekwentnie trzymać się ustalonych ram i nie reklamować od samego początku produktu, tylko zdobyć zaufanie i skupić się na treści.

Choć w lejku nie ma już miejsca na kolejny etap, nie można zapomnieć o obsłudze posprzedażowej, w tym także o zaproponowaniu zadowolonemu z zakupu konsumentowi innego produktu lub usługi z naszego portfolio. Ważne, by zdać sobie sprawę, że zakończenie transakcji również nie jest ostatnim krokiem, a punktem wyjścia do analizy i utrzymania relacji.

To też doskonałe miejsce na przypomnienie o sobie, a błędem jest przekonanie, że skoro pozyskaliśmy do tego etapu klienta, to nie warto już dostarczać mu nowych treści. 
Konkursy, newslettery czy zamknięte grupy w mediach społecznościowych to dobre miejsce na wyróżnienie najbardziej oddanych i lojalnych klientów. Gdy poczują się oni wyjątkowo, na pewno w przyszłości dokonają ponownego zakupu lub polecą markę znajomym, a nie od dziś wiadomo, że tzw. marketing szeptany (naturalna dyskusja promująca markę) to jedna z najskuteczniejszych gałęzi tej branży.

 

Sprawdź, czy popełniasz najczęstsze błędy marketerów B2B!

Artykuł w ramach cyklu: Komunikacja B2B jest skazana na Be2Boring?

 

Prowadzenie komunikacji B2B nieczęsto jest marzeniem PRowców. Budowanie długoterminowych relacji w środowisku biznesowym, raporty, analizy czy trendbooki nie wszyscy zaliczą do kategorii sexy. A jednak w Planet Partners uznaliśmy właśnie ten rodzaj komunikacji za szczególnie ciekawy i podjęliśmy wyzwanie: jesteśmy jedną z niewielu agencji na polskim rynku specjalizujących się w komunikacji Business to Business. I wcale się nie nudzimy. Dzisiaj opowiemy o podstawowych zasadach prowadzenia komunikacji B2B i najczęstszych błędach, jakie marki popełniają w tym obszarze.

Sprawdź, czy….

Potrafisz dostosować formę komunikacji do produktu?

Warto postawić sprawę jasno. Jeśli firma świadczy usługi sprzątania biur, czyli nieskomplikowaną usługę, na którą jest zapotrzebowanie, komunikacja powinna być jak najprostsza i wykorzystywać najbardziej oczywiste kanały komunikacji. Komitety zakupowe będą szukały potrzebnych usług, więc zadaniem marketera jest ułatwić im znalezienie potrzebnych informacji, przedstawić je w sposób atrakcyjny, transparentny i zrozumiały. Można się wprawdzie pokusić o przygotowanie zabawnej kampanii nawiązującej do kampanii konsumenckich, ale czy naprawdę warto?

Cała zabawa zaczyna się wtedy, kiedy mamy do czynienia z produktem lub usługą zaawansowaną technologicznie, innowacyjną, niezrozumiałą dla odbiorcy. Zabawa zaczyna się też wtedy, kiedy potencjalni klienci nie wiedzą, że mogą potrzebować komunikowanych przez nas usług. Ba, nie wiedzą nawet o ich istnieniu. W komunikacji takich usług/produktów B2B pomogą kolejne podpunkty!

Doceniasz znaczenie świadomości marki?

Częstym błędem jaki popełniają marketerzy B2B jest niedocenienie roli świadomości marki
i zarządzania jej
reputacją w podejmowaniu decyzji biznesowych. Takie firmy skupiają się na doskonałości usług i produktów, konkurencyjności cen, w dalszej kolejności plasuje się Customer Service i dostępność… Jeśli jednak przyjrzymy się markom, które równie silny nacisk stawiają na komunikuję z biznesem, co z konsumentami, ujrzymy potęgi takie jak Microsoft, Siemens, General Electric. Są też marki, które zbudowały silną pozycję i świadomość tylko w świecie biznesu: IBM, SAP, Goldman Sachs, Thomson Reuters. Szacuje się, że łączna wartość tych firm to 100 bilionów dolarów. Czy zbudowałyby swoją potęgę bez komunikacji? Raporty firmy badawczej McKinsey wykazują zależność między dochodami firmy, a siłą jej marki. Okazuje się, że klienci biznesowi, podobnie jak konsumenci, są w stanie zapłacić więcej, żeby podnieść swoją własną reputację, współpracując z uznanym dostawcą usług logistycznych lub nagradzaną agencją PR.

Wiesz na czym najbardziej zależy Twoim biznesowym klientom?

Wg badań (ponownie McKinsey) klienci B2B doceniają specjalistyczną wiedzę i uczciwość kontrahentów. Te proste informacje mogą stanowić clue przygody z komunikacją B2B – warto inwestować w specjalistyczny content. Content marketing wpływa na brand awareness, wzrost sprzedaży, wzrost zaangażowania… Hubspot podaje, że aż 66% działów marketingu planowało zwiększyć budżet na content w 2022 rok, a ponad 60% mierzy sukces strategii contentowej poprzez wskaźniki sprzedaży (tak, komunikacja wspiera sprzedaż!).

A zatem, czy B2B skazane jest na B2B boring? W Planet Partners uważamy, że przeciwieństwem słowa boring jest informative: edukujący, dający wiedzę. Komunikacja B2B powinna opierać się na dostarczaniu wiedzy – takiej, której nasza grupa docelowa poszukuje, ale i takiej, która podsuwa nowe rozwiązania.  

W komunikacji firm technologicznych, które stanowią gro naszych klientów, oprócz komunikacji ściśle branżowej, skupiamy się również na tłumaczeniu innowacji w przystępny, ludzki sposób. Innowatorzy czasem zapominają, że nie każdy, kto poszukuje i potrzebuje ich rozwiązań będzie je… rozumiał. Ich problemem jest często brak umiejętności opowiadania prostym językiem.

To, co może być pułapką przy tworzeniu contentu B2B to wrażenie, że grupa docelowa jest jednorodna… Nic bardziej mylnego! W procesie zakupów w 2015 roku brało średnio udział 5 osób, a
w 2020 ta liczba wynosiła już nawet 8 osób… (za Harvard Business Review).

Przenosisz komunikację do sieci?

Ogromne znaczenie ma też to, gdzie kupujący znajdą tę dostarczaną przez nas ekspercką wiedzę… Przenoszenie komunikacji B2B ze świata offline, spotkań, targów i konferencji do digitalu był niewątpliwie wolniejszy niż w obszarze kampanii konsumenckich. Rok 2020 nie pozostawił jednak wyboru – aby nie stracić klientów, działy marketingu B2B musiały częściej, intensywniej i efektywniej zacząć wykorzystywać kanały e-commerce i digital. Wg Deloitte w okresie między styczniem 2020 a sierpniem 2020 zamówienia B2B składane za pośrednictwem rozwiązań e-commerce wzrosły o 44%. Liderzy, którzy przegapili ten moment, licząc na szybki powrót konferencji i budowania relacji in-person, mogą stracić swoją pozycję. Spotkania wróciły, ale nie spowolniło (i raczej nie spowolni) to tempa cyfryzacji, zarówno komunikacji, jak i całych organizacji.

Odpowiednio określasz Buyer Persony?

Wiemy już zatem, że stworzenie skutecznego contentu wymaga dogłębnego zrozumienia potrzeb, problemów i wyzwań, które stoją przed grupą docelową oraz doskonałej wiedzy, na które z nich odpowiedzią będzie nasza usługa lub produkt. W odkryciu tych potrzeb pomoże stworzenie buyer person, jednak tu pojawia się jedno ALE. Buyer persona to nie jest tradycyjna persona ani profil idealnego klienta, które znamy z komunikacji konsumenckiej.

Dobrze zdefiniowana buyer persona dostarczy nam wiedzy o tym:

  • kto kupuje,
  • jak wygląda jego proces zakupowy,
  • jakimi kryteriami kieruje się przy dokonywaniu zakupu,
  • jakie są jego obecne problemy,
  • a jakie długoterminowe wyzwania…

Działy HR, działy sprzedaży, działy marketingu, management działów IT – oni wszyscy mogą mieć różne cele, priorytety i zwracać uwagę na inne czynniki. Kto dokonuje wyboru?  Kto jest ostatecznym decydentem?  Czasem możemy tę decyzyjność ustalić, a pierwszym krokiem będzie zweryfikowanie z jaką kulturą organizacyjną mamy do czynienia: inna będzie w międzynarodowej korporacji, a inna w start-upie. Pamiętajmy – takie próby ustalania decyzyjności mogą być trudne i łatwo ulec złudzeniu, że „przecież wiemy kto dokonuje wyboru”! Bez insightu wewnętrznego możemy nie wiedzieć na przykład, że to prezes podejmuje wszystkie decyzje – nawet jak ma wyglądać firmowy roll-up.

Aby stworzyć buyer personę, powinniśmy przeprowadzić pogłębione z naszymi klientami – musimy rozmawiać, pytać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać… Dzięki temu dział sprzedaży będzie mógł stworzyć doskonały i spersonalizowany lejek sprzedażowy, który później powinien być wspierany odpowiednio stworzoną strategią komunikacji.

Współpracujesz z działem sprzedaży i… działem obsługi?

No właśnie. Czy komunikacja współpracuje z handlowcami? Nasi klienci – zazwyczaj działy komunikacji czy marketingu, często są zaskoczeni, kiedy prosimy o spotkanie z działem sprzedaży. Po co? Przecież żadna agencja nigdy o to nie pytała. Z drugiej jednak strony coraz więcej świadomych klientów jasno nam komunikuje – tak, możemy pomyśleć o takich czy innych działaniach, ale to wspieranie biznesu jest najważniejsze na naszym komunikacyjnym radarze. Działy sprzedaży najlepiej znają grupę docelową, jej potrzeby i wartość produktów, które sprzedają, powinny więc uczestniczyć w tworzeniu strategii komunikacji i jej wdrażaniu.

Z kolei customer service musi doskonale znać ofertę proponowaną przez dział sprzedaży i wszystkie kanały komunikacji marki. Obsługa musi na bieżąco zgłaszać bolączki klientów albo nowe problemy, które zostały skutecznie rozwiązane. Sprzedaż i komunikacja powinny też wiedzieć, jakich obietnic nie jest w stanie spełnić dział obsługi. Warto wiedzieć, że 89% CMO przebadanych przez Gartner oczekuje, że w najbliższym czasie głównym obszarem konkurencji ich marek będzie nic innego jak właśnie customer experience.

Rozdzielenie tych trzech obszarów, które powinny tworzyć jeden nierozerwalny organizm, jest poważnym błędem wielu organizacji.

Twój odbiorca czuje, że zwracasz się właśnie do niego i odpowiadasz na jego potrzeby?

Według Salesforce 72% kupujących oczekuje od firm B2B personalizowanej komunikacji z nimi. Temat personalizacji jest zresztą bardzo złożony i z pewnością zasługuje na osobny artykuł. Marketerzy zbierają dane demograficzne i historie zakupów. Te dane nie dają jednak wglądu w to jakie są potrzeby klientów. Każdy z nas spotkał się przecież z najbardziej prymitywną formą re-marketingu, kiedy np. ścigały go reklamy produktów, które kliknął wcześniej jednorazowo albo przez przypadek. Klienci B2B podnoszą poprzeczkę, oczekując większego i personalnego zaangażowania w komunikację.

Działy komunikacji (we współpracy z działami sprzedaży i obsługi klienta – ale to już wiemy) muszą nauczyć się obserwować i odpowiednio analizować inne dane, łączyć wzory zachowań i czynności, tak by odnosić się do potrzeb i motywacji konkretnego kupującego.

Skuteczna personalizowana komunikacja B2B powinna więc:

  • Pełnić funkcję informacyjną – podpowiadać rozwiązania, o których sam odbiorca nie znajdzie;
  • Mówić w czasie, kiedy odbiorca ma czas i okazję słuchać;
  • Omnikanałowość, czyli zachowanie spójności komunikacji we wszystkich punktach kontaktu z odbiorcą. Odbiorca przy każdym spotkaniu z marką odnosi takie samo wrażenie w stosunku do marki i może uzyskać te same informacje;
  • Przypominanie się w najbardziej odpowiednich momentach – na przykład chwilę przed wygaśnięciem umowy;
  • Pokazywać wartości, której odbiorca szuka i potrzebuje.

Cztery portale społecznościowe, których nie znasz, a powinieneś

Facebook, YouTube, Instagram, Twitter, LinkedIn czy TikTok to kanały social media, które zna niemal każdy. Ich pojawienie się zrewolucjonizowało nie tylko sposób komunikacji czy nawiązywania kontaktów międzyludzkich, ale także znacząco skróciło dystans pomiędzy markami i ich odbiorcami. Oficjalny profil firmy na Facebooku czy obecność na LinkedIn to już niemal marketingowy must have. Jakie mniej popularne portale społecznościowe warto poznać, aby się wyróżnić?

QUORA – Pytaj i odpowiadaj

Czym jest Quora?

Z PR-owego punktu widzenia to platforma wręcz stworzona do dzielenia się wiedzą przez ekspertów z niemal każdej branży. Portal łączy tych, którzy lubią zadawać pytania i chcą wiedzieć więcej z tymi, którzy chcą na nie odpowiadać.

Witryna działa od 2010 roku, a jej założycielami są Adam D’Angelo i Charlie Cheever, jedni z kilku ojców chrzestnych sukcesu Facebooka. Znajomość technologicznego środowiska i  doświadczenie w budowaniu popularności kanałów społecznościowych pozwoliła im zbudować społeczność setek milionów użytkowników. W pierwszych miesiącach działalności platforma była dostępna tylko dla tych, którzy otrzymali do niej zaproszenie, co sprawiało wrażenie ekskluzywności i przyciągnęło do serwisu m.in. znanych dziennikarzy technologicznych, poszukujących ciekawych informacji.

Jak wykorzystać Quora w działaniach marketingowych?

Nieograniczony zakres tematów poruszanych w społeczności quora.com sprawia, że swoje miejsce  w niej znajdzie niemal każdy ekspert i każda marka. Codziennie pojawiają się tam tematy naukowe, technologiczne, ciekawostki, ale też pytania o porady w zakresie zdrowia czy życia prywatnego. Jak w większości mediów społecznościowych, tak i tutaj, warto jednak określić obszar swoich kompetencji i budować zaufanie użytkowników poprzez jakościowe i merytoryczne treści.

Nie znajdziemy tutaj standardowych lajków czy serduszek, ale system oparty na znanym w internecie mechanizmie hot or not. Użytkownicy mogą ocenić każdą publikację jako „upvote”, a więc ciekawą i wartą polecenia lub „downvote” w przypadku tych, które ich zdaniem nie są warte promowania. Serwis daje także możliwość komentowania wpisów, udostępniania ich na własnym profilu oraz filtrowania treści po kategoriach tematycznych i budowania własnych społeczności wokół danego tematu. Marki i osoby, które chcą dzielić się swoją wiedzą, ale chciałyby to robić w formie bardziej profesjonalnej niż na Facebooku, a mniej oficjalnej niż na LinkedIn mogą uznać Quora za doskonały kompromis. Regularne publikowanie jakościowych i merytorycznych treści oraz umiejętność zadawania ciekawych pytań pozwalają zbudować tu międzynarodową grupę realnie zainteresowaną danym tematem.

DISCORD – Docieraj (nie tylko) do graczy

Kto używa Discorda?

Discord.com jest obecnie uważany za medium społecznościowe, założony został jednak jako komunikator. Platforma powstała  2015 roku dla gamerów z całego świata i miała umożliwiać im wspólną rozgrywkę, ułatwić kontakt i pozwolić na organizację własnych przestrzeni w chmurze. Użytkownicy mogą bezpłatnie tworzyć swoje serwery i nimi zarządzać. Od nich zależy też czy będą one publiczne, czy prywatne, a więc dostępne jedynie dla tych, którzy zostaną zaproszeni do ich współdzielenia.

Obecnie platforma liczy około 150 milionów użytkowników i jest jednym z najpopularniejszych  narzędzi do komunikacji oraz oglądania i udostepnienia streamów wśród graczy. Z biegiem czasu witryna przyciągnęła również innych użytkowników i na discord.com znajdziemy obecnie także grupy skupione wokół innych zainteresowań jak różne gałęzie nauki, gotowanie czy sport.

Discord w komunikacji marki – czy warto?

Działania promocyjne na tej platformie są zdecydowanie trudniejsze niż w przypadku innych, popularnych kanałów. Wynika to ze struktury Discorda, który nie ma tzw. „feeda”, na którym można publikować treści, docierające do szerokiej widowni. Każdy serwer i zgromadzona wokół niego społeczność to pojedynczy kanał komunikacji, co dla marketingowców może stanowić wyzwanie. Tak rozproszone grupy odbiorców wymuszają przejście z systemu ogólnej komunikacji, do której przyzwyczaił nad Facebook czy Instagram, do działań celowanych, kierowanych indywidualnie do poszczególnych kategorii odbiorców. 

Pomimo trudności Discord ma ogromny potencjał komunikacyjny, który zauważa coraz więcej światowych marek, eksperymentujących ze swoją obecnością na tym kanale.  Jego znajomość to must have dla wszystkich tych, dla których główną grupą docelową są gamerzy, ale nie tylko. Do tej pory właściciele platformy nie zdecydowali się na wprowadzenie płatnych reklam, zatem budowanie pozycji marki możliwe jest tutaj tylko organicznie. Warto jednak rozważyć dołączenie do witryny i stworzenie firmowego serwera, aby móc udostępniać w jednym miejscu kluczowe treści, prowadzić transmisje live czy zyskać kolejne narzędzie do kontaktu z klientami. Jeśli popularność Discorda ciągle będzie rosła, społeczność budowana cierpliwie wokół marki może za jakiś czas odpłacić się ogromnym potencjałem.

REDDIT – Poznaj swoich odbiorców

Czy warto być na Reddit?

Platforma reddit.com to jedno z mniej wymagających mediów społecznościowych pod względem opracowywania treści. Witryna istnieje od 2005 roku i ma formę nowoczesnych forów, na których użytkownicy udostępniają ciekawe ich zdaniem materiały, przemyślenia czy pytania. Większe znaczenie niż wyróżniając się grafiki czy slogany, ma tutaj umiejętność dyskusji i włączania się w społeczności. Ciekawa treść i konsekwentne budowanie lojalności innych użytkowników to klucz do sukcesu na tej platformie.

Reddit składa się z wielu przeplatających się ze sobą społeczności, wokół których użytkownicy gromadzą się z powodu wspólnego hobby, zawodu czy idei.  Tworzą tak zwane „subreddity”, które traktują jak grupę zaufanych osób, mających wspólne cele i poglądy. Wejście do już zbudowanej społeczności jest możliwe, wymaga jednak dużego wyczucia i ostrożności. Zbyt częsta komunikacja lub czysto marketingowe publikacje, mocno odbiegające od przyjętego stylu grupy mogą sprawić, że nowy użytkownik będzie traktowany jak intruz i lekceważony.  Wytrwałość i jakościowe publikacje oraz komentarze są kluczowe do zbudowania pozycji na tej platformie.  Podobnie jak w przypadku Quora, także tutaj każdy użytkownik może decydować o wartości poszczególnych treści, głosując strzałką w dół lub w  górę.

Reddit, a marketing

Aby wykorzystywać potencjał reddit.com w działaniach komunikacyjnych i marketingowych wcale nie trzeba publikować tam treści w imieniu marki lub prowadzić kampanii promocyjnych. Ze względu na charakterystykę tego medium i otwarte dzielenie się problemami, przemyśleniami i potrzebami przez najróżniejsze grupy społeczne – platforma stanowi doskonałe źródło wiedzy dla tych, którzy planują kierowaną do nich komunikację. Nie chcąc otwierać kolejnego konta marki w mediach społecznościowych, warto rozważyć obecność na Reddit w roli obserwatora i korzystać z tego źródła insightów, aby lepiej poznać swoją grupę docelową.

PINTEREST – Inspiruj obrazem

Kto korzysta z Pinteresta?

Pinterest.com to wizualny portal społecznościowy, z którego korzystają osoby szukające inspiracji w różnych obszarach. Wcześniej to Instagram był uważany za kanał wykorzystujący trend wyższości zdjęć i wideo nad tekstem, jednak na Pintereście znajdziemy go jeszcze mniej. Struktura platformy jest bardzo prosta i inspirowana tradycyjną tablicą korkową, do której przypinamy inspirujące nas ilustracje. Zamiast „Lubię to” mamy tutaj do dyspozycji przycisk „Zapisz”, za pomocą którego kolejne materiały są dodawane do naszej tablicy. Każdy użytkownik może dzielić ją na foldery o dowolnej nazwie, co pozwala porządkować inspiracje na przykład według kategorii tematycznych czy czasu dodania.

Interakcja pomiędzy profilami działa tutaj podobnie, jak w przypadku Instagrama. Wrzucane przez innych „piny” można komentować, a interesujących twórców śledzić poprzez funkcję „Obserwuj”. Tablica każdego użytkownika składa się z dwóch części: treści opublikowanych przez niego oraz tych, pochodzących od innych autorów, które przypiął na swojej tablicy. W ten sposób Pinterest umożliwia znajdowanie użytkowników o podobnym guście i zainteresowaniach. W ramach kanału dostajemy także możliwość wysyłania wiadomości do poszczególnych użytkowników.

Pinterest w komunikacji produktów i marek

Pinterest to portal z dużym potencjałem marketingowym, jednak nie dla wszystkich produktów i marek. Charakterystyka tego medium sprawia, że tylko ci, którzy mogą i potrafią pokazać swoją działalność poprzez zdjęcia i krótkie filmy – mają szansę podbić serca użytkowników Instagrama. Co istotne, jakość i atrakcyjność wizualna publikowanych materiałów mają tutaj kluczowe znaczenie. Użytkownicy Pinteresta lubią wszystko to, co nowoczesne, estetyczne i inspirujące. Chcąc zacząć swoją przygodę z tą platformą, należy mieć zatem świadomość, że profesjonalne zdjęcia we współczesnych aranżacjach czy jakościowe wideo są koniecznością.

Jakie marki powinny rozważyć obecność na tym kanale? Najczęściej spotykane są tutaj treści z kategorii dekoracji wnętrz, mody, szeroko pojętej branży beauty czy kulinarnej. Z drugiej strony, można znaleźć tu także ciekawe infografiki, pomagające w nauce języków obcych, czy poradniki marketingowe lub biznesowe w wizualnych formatach. Kryterium doboru nie jest zatem branża, a kreatywność i umiejętność pokazywania swojej działalności lub produktu w atrakcyjny wizualnie sposób. Od kilku lat, Pinterest oferuje także możliwość prowadzenia płatnych działań promocyjnych.