Uncategorized | Planet Partners

Dołączamy do Polskiego Stowarzyszenia Public Relations

Planet Partners dołączyła do grona podmiotów członkowskich Polskiego Stowarzyszenia Public Relations. Organizacja ta od lat skupia doświadczonych specjalistów, a od 2020 roku również firmy oraz agencje PR

Polskie Stowarzyszenie Public Relations to najstarsza w branży PR organizacja w Polsce, działająca od 1994 roku. Integruje społeczność akademicką, praktyków i ekspertów z całego kraju, aby wspólnie pracować nad rozwojem branży public relations. Do zadań PSPR należy stanie na straży jakości sektora PR poprzez monitorowanie problemów i zmian zachodzących w branży, definiowanie kluczowych wyzwań, a także inicjowanie rozwiązań sprzyjających jego rozwojowi. Stowarzyszenie zajmuje się popularyzacją istoty i działań public relations jako dziedziny zarządzania, a także stoi na straży jakości usług świadczonych przez specjalistów PR we wszystkich sektorach. Od lutego 2020 roku członkami Polskiego Stowarzyszenia Public Relations mogą zostać nie tylko osoby prywatne, ale także podmioty związane z branżą PR.

Członkowie naszego zarządu – Urszula Podraza oraz Łukasz Wilczyński – od lat związani są ze społecznością PSPR  i będą również reprezentować Planet Partners jako agencję członkowską w stowarzyszeniu.

Cieszymy się, że możemy być częścią Polskiego Stowarzyszenia Public Relations od teraz także jako firma. Nasz zarząd tworzą wieloletni członkowie stowarzyszenia, którzy indywidualnie wspierali tę społeczność jeszcze przed powstaniem agencji. Jedną z naszych pierwszych inicjatyw związanych z Polskim Stowarzyszeniem Public Relations był Kraków PR, przekształcony później w małopolski oddział PSPR. Niewątpliwie jest to miejsce, w którym wymiana wiedzy i doświadczenia idzie w parze ze zwyczajnym, ludzkim wsparciem – mówi Łukasz Wilczyński, nasz CEO.

Członkostwo w Polskim Stowarzyszeniu Public Relations stwarza realną przestrzeń do dzielenia się doświadczeniami, które pomagają w tworzeniu nowej jakości sektora public relations.

– Jako partner PSPR, będziemy mieli możliwość podzielenia się naszą wiedzą, zarówno z perspektywy pracy agencji, jak i indywidualnych doświadczeń. W zespole Planet Partners pracują topowi specjaliści, m.in. w zakresie zarządzania kryzysowego czy komunikacji nowych technologii i innowacji. Jako agencja PR należymy do międzynarodowej sieci GlobalCom. Owocem współpracy z zagranicznymi partnerami jest cenna wiedza i dobre praktyki, którymi chcemy i będziemy się dzielić – dodaje Łukasz.

 

Home Office w Planet Partners funkcjonuje od lat – dzielimy się doświadczeniem

W ostatnich dniach zetknęłam się z wieloma poradnikowymi tekstami dotyczącymi pracy zdalnej. Z większości wynika, że poza laptopem i smartfonem do tego typu pracy potrzebujesz trzech rzeczy: odrobiny samozaparcia, odrobiny wolnej przestrzeni i szeregu różnych aplikacji porządkujących i ułatwiających pracę. Pracuję w ten sposób od 2017 roku i wiem, że to nie wystarczy. W pracy w public relations i branżach pokrewnych równie ważne, co odhaczone zadania w Trello czy Asanie są bowiem relacje, które w trybie pracy zdalnej nie rodzą się naturalnie, a o które trzeba zadbać nie tylko dla sukcesu projektu, ale również zwiększenia motywacji i poczucia satysfakcji.

 Pora dnia ma znaczenie                                                                  

Mieszkam w Warszawie i kiedy rozpoczynałam pracę w Planet Partners, firmie, której główna siedziba mieści się w Krakowie, moje otoczenie było przekonane, że to świetna opcja, bo mogę w ciągu dnia załatwić sprawy w urzędzie, zrobić zakupy, ugotować obiad, a pracować wieczorem czy w nocy. Jestem typem sowy, o późnych porach jestem świetnie skupiona i wydajna. Całe to wyobrażenie szybko okazało się mrzonką, ponieważ projekt, nad którym pracowałam, wymagał pełnej dyspozycji w godzinach pracy. I dobrze.

Bo nawet jeśli Wasze zadania nie wymagają pracy w dzień, warto pracować w zwyczajowych godzinach, żeby zachować higienę umysłu. Nocna praca na dłuższą metę nie służy zdrowiu – ani psychicznemu, ani fizycznemu. Teraz, w czasie pandemii sytuacja nieco się zmieniła, wiele osób skarży się, że sytuacja wymusiła nad nimi jednoczesną pracę i opiekę nad dziećmi. Też jestem w takiej sytuacji. Planuję zmieniać się z mężem, nadrabiać pracę w czasie dziecięcych drzemek, bajkowych seansów i oczywiście nocą. To jednak rozwiązanie krótkoterminowe, bo praktycznie pozbawia mnie czasu potrzebnego na regenerację i wypoczynek. Trudno w tym momencie przewidzieć, jak rozwinie się sytuacja, która z pewnością wymaga elastyczności, zarówno ze strony pracowników, jak i pracodawców. Praca zdalna sprawdzi się tylko w przypadku, kiedy osoby zarządzające firmą są otwarte na wspólne wdrażanie niestandardowych rozwiązań, które przyczynią się do wzrostu wydajności pracownika.

Praca z dziećmi jest możliwa?

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Kiedy pisałam to zdanie, 1,5 roczniak:

  1. Wyjął końcówkę ładowarki z komputera i włożył ją do buzi.
  2. Dopił moją zimną kawę.
  3. Zamknął mój laptop i powiedział „nie ma”.
  4. Wszedł na stół.

Truizmem jest, że im starsze i bardziej samodzielne dzieci, tym jest łatwiej. Mojemu mężowi o wiele łatwiej przychodzi łączenie pracy z opieką nad dziećmi. Wynika to z charakteru pracy – jego zadania wprawdzie wymagają dużej wiedzy i doświadczenia, ale jest ona o wiele bardziej schematyczna, a realizacja konkretnego zadania krótsza niż w moim przypadku. Mnie jest o wiele trudniej odrywać się i wracać do pisania tekstu, maila czy planu komunikacji.

Zupełnie odmienną kwestią są służbowe spotkania, telefony i telekonferencje, które trzeba odbyć w towarzystwie dzieci. Powyższa porada ministerialna, przez doświadczonych rodziców będzie komentowana co najwyżej uniesieniem brwi. Polecam podział spotkań na kategorie:

Kategoria zielona – telefony i spotkania ze współpracownikami z teamu, którzy świetnie znają moją sytuację i podczas których omawiamy bieżące sprawy. Krótko mówiąc: dzieci dozwolone. Ostatnio podczas takiej właśnie rozmowy czterolatek poinformował wszystkich uczestników telekonferencji, że „bawi się w Lidl” i pytał, czy może ma komuś coś kupić…

Kategoria żółta – spotkania wewnątrz teamu albo krótkie calle z zaprzyjaźnionymi klientami, które realizuję np., kiedy dzieci śpią.

Kategoria czerwona – oficjalne spotkania biznesowe (np. z nowymi albo potencjalnymi klientami), w większym gronie, podczas których wymagam od domowników bezwzględnej ciszy (po prostu musi ich nie być – wychodzą na spacer, z dala od ludzi, oczywiście). Informuję o nich wcześniej męża, który całkowicie przejmuje opiekę nad dziećmi.

 Czy na pewno „home” office?

Od początku było dla mnie jasne, że nie mogę pracować w domu z nianią i dzieckiem na karku (teraz już z dwójką dzieci). Dużo pracuję w kawiarni na moim osiedlu, co ma niewątpliwe plusy – wychodzę z domu, ładnie się ubieram, spotykam ludzi.  Jeśli jednak wziąć pod uwagę, że przez cały dzień, zamawiając kawę, herbatę i kanapkę, można wydać nawet kilkadziesiąt złotych, kawiarnia szybko przestanie być opłacalną alternatywą. Jeżeli z jakichś powodów nie chcecie lub nie możecie pracować w domu, warto poszukać instytucji publicznej w okolicy, takiej jak biblioteka czy dom kultury, które często udostępniają miejsca do pracy. W czasie epidemii jednak jesteśmy skazani na pracę w domu. Uporządkowana przestrzeń i biurko na pewno ułatwią skupienie, ale moim zdaniem wcale nie są niezbędne. Ważniejsza jest bowiem wewnętrzna motywacja.

Pracując zdalnie bardzo łatwo zapomnieć o robieniu przerw lub robić ich zbyt wiele. Wielokrotnie zdarzało się, że cały dzień nie odchodziłam od monitora. Pamiętam swoje oburzenie, kiedy pracowałam z grafikiem nad ważnym projektem, a on mi zakomunikował, że naniesie poprawki za pół godziny, bo do biura właśnie przyjechała… pizza. Przerwa? Lunch? PIZZA?! Nie do pomyślenia!

Public i private RELATIONS

Mamy w firmie prawdziwych fanów aplikacji. Trochę na przekór wszystkim tekstom, które powstały, nie jestem ich wielką fanką. Dropbox, Zoom, Hangout czy Skype – bez nich rzeczywiście nie wyobrażam sobie pracy. Asanę używam do zarządzania projektami, w które zaangażowana jest większa liczba osób. Przy prostych, schematycznych zadaniach lepiej sprawdza się klasyczna „to do” lista. Nie lubię aplikacji, w których więcej czasu muszę poświęcić na zapisanie jakiegoś działania niż na jego faktyczną realizację. Jeśli prowadzę kilka projektów jednocześnie, używam również Toggla, żeby monitorować, czy dobrze zoptymalizowałam pracę i czy któryś z projektów nie zabiera za dużo niepotrzebnych roboczogodzin. Oczywiście korzystam również z szeregu narzędzi PRowca takich jak Prowly, IMM, brand24, ale to temat na osobny tekst.

Moją ulubioną aplikacją jest… Messenger. Pomijając to, że ułatwia mi pracę, bo pozwala na często błyskawiczne uzyskanie potrzebnej mi informacji, po prostu lubię zapytać koleżanek i kolegów z pracy jak się czują, nad czym pracują, czy potrzebują mojej pomocy. Nie zastąpi to kawy w kuchni i wyjścia na lunch, ale przynajmniej przestaję być anonimową osobą po drugiej stronie maila czy ekranu. Pracodawcy również powinni pamiętać o zdalnych pracownikach – pamiętam, jak było mi miło, kiedy na dzień kobiet dostałam od firmy kwiaty, które zostały przywiezione osobiście przez kolegę również pracującego zdalnie. To właśnie relacje wyglądają inaczej w świecie home office. Trudno zadbać o team spirit, czy poczucie przynależności, pracując w rozproszeniu. Przed team leaderami i dyrektorami stoi duże wyzwanie, bo budowanie więzi musi się odbyć w inny sposób. Absolutnym, lecz wcale niełatwym minimum, któremu muszą sprostać osoby zarządzające organizacją jest natomiast zachowanie przejrzystej i spójnej komunikacji wewnętrznej.

Per aspera ad astra – czyli narodziny Planet Partners

Wszystko zaczęło się 12 lat temu. Miałem spore doświadczenie zarówno dziennikarskie, jak i w pracy agencyjnej i po stronie Klienta (prowadzenie międzynarodowej komunikacji firmy z sektora wysokich technologii). W 2006 roku zdecydowałem się więc założyć własną firmę, której celem była przede wszystkim realizacja najbardziej ambitnych wyzwań w zakresie komunikacji podmiotów z sektora innowacyjnej gospodarki. Pierwszymi Klientami firmy zostały międzynarodowa korporacja Medtronic (działająca w obszarze telemedycyny ratunkowej) oraz należąca już do koncernu Oracle firma GridwiseTech (będąca liderem w zakresie rozwiązań grid computing). Współpracując od samego początku z firmami o wysokim poziomie zarządzania projektami i stopniu cyfryzacji procesów wewnętrznych, wdrożyliśmy system CRM do obsługi działań media relations, rozpoczęliśmy pomiary efektów działań na bazie Google Analytics oraz wprowadziliśmy system obsługi Klienta w modelu „shadow” (gdzie osoba prowadząca projekt dla Klienta ma w cieniu swojego zastępcę, który w razie nieprzewidzianych wydarzeń może szybko przejąć działania). Już wtedy korzystaliśmy również aktywnie z komunikatorów internetowych, forów …. prowadząc de facto działania pre-social mediowe.

Kreatywność i wyprzedzanie trendów

Postawiliśmy mocno na kreację w komunikacji, która stała się też naszym znakiem rozpoznawczym, pozwalając nam realizować coraz więcej projektów dla Klientów polskich i zagranicznych. Ciekawe i nietypowe pomysły pozwalają nam od wielu lat prowadzić w Polsce działania wdrażające w obszar publiczny defibrylatory zewnętrzne AED, przyczyniając się mocno do upowszechnienia tych urządzeń na polskim rynku oraz projektów wyposażania w te urządzenia placówek kulturalnych, transportu miejskiego czy urzędów. Zajęliśmy się również marketingiem miejsc, dostrzegając w tym obszarze wyzwania dla naszego potencjału kreatywno-efektywnościowego. Wśród wielu projektów nie sposób nie wymienić jednego – Województwa Świętokrzyskiego, z którego, jako osoba tam urodzona, jestem szczególnie dumny. W promocji regionu pojawiliśmy się na samym początku, w 2007 roku, gdy jeszcze rozważano kwestię dość kontrowersyjnego pomysłu jakim był symbol czarownicy (zakorzenionej w obszarze mitów i legend świętokrzyskich). To przy tej kampanii realizowaliśmy działania teaserowe (robiąc niezły buzz wokół samego logo czarownicy przed startem kampanii), rozpoczęliśmy działania na Facebooku (kiedy żaden z regionów jeszcze tego nie robił), personalizowaliśmy komunikację, włączyliśmy działania blogowe i współpracę z pierwszymi na rynku  influencerami w obszarze turystycznym i lifestyle’owym.

Choć w latach 2008–2010 dominowały media tradycyjne to od samego początku mocno lobbowaliśmy za jak największym wykorzystaniem internetu, w tym mediów społecznościowych. Wśród pomysłów, które pojawiały się wówczas było m.in. proponowanie współpracy regionu z producentem gry Wiedźmin, polegającej na wprowadzeniu dodatkowego questu w grze (ukrytego w formie dialogu z NPCem), który miałby się rozgrywać w obszarze realnego miejsca, jakim jest park etnograficzny w Tokarni (gdzie kręcono zdjęcia do produkcji filmowej o Wiedźminie). I mimo, że do realizacji w końcu nie doszło (skomplikowane kwestie licencji do marki stworzonej przez Sapkowskiego), to właśnie ten pomysł wspominam niezwykle ciepło, bo pokazywał nasze szerokie możliwości łączenia wielu obszarów komunikacji wizerunkowej, myślenie wielokanałowe oraz wyprzedzał wiele trendów.

Efektywność i zasięg międzynarodowy

Muszę przyznać, że od samego początku efektywność to nasz wewnętrzny fetysz. Zawsze stawiamy się na miejscu firmy, która powierza nam swój wizerunek i być może czasami przez to bywam nieco … zbyt wymagający w stosunku do swoich współpracowników. Ale to właśnie doprowadziło nas do miejsca, w którym zaczęła się nasza kolejna duża przygoda – z międzynarodowym rynkiem agencji PR. W 2010 zauważyła nas jedna z dużych sieci– GlobalCom PR Network i po kilku miesiącach weryfikacji naszych działań, zostaliśmy przyjęci do grona agencji, które podobnie jak my zostały starannie wyselekcjonowane w obszarze efektywności i obecnie pokrywają zasięgiem swoich działań Europę, Bliski Wschód, Azję i obszar Pacyfiku, obydwie Ameryki oraz Afrykę. Z czasem, w samej sieci GlobalCom PR zyskaliśmy również wysoką renomę i wyróżniliśmy się ciekawymi pomysłami dla usprawnienia mechanizmów jej działania. Efektem jest awans Planet w jej strukturach, w których odpowiadamy dzisiaj za cały obszar Europy Środkowo-Wschodniej i koordynujemy projekty z naszymi biurami partnerskimi w tym regionie.

Przyszłość zaczyna się dzisiaj

Nasze DNA od zawsze zawierało geny predysponujące nas do myślenia przyszłościowego (w obszarze naszego biznesu i rynków, na których działają nasi Klienci). Jako pierwsza agencja PR w Polsce podjęliśmy działania dla sektora kosmicznego, co dało nam (a przede wszystkim mnie) łatkę „ludzi od Marsa”, ale dzisiaj wiem, że to był strzał w dziesiątkę i potwierdzenie naszych prognoz. Jako agencja zaangażowaliśmy się w 2008 roku w pomoc pierwszej polskiej drużynie studenckiej, która zamierzała skonstruować …. łazika marsjańskiego. Minęło 10 lat i obecnie prowadzimy stałe działania dla największych międzynarodowych zawodów robotów marsjańskich European Rover Challenge, które właśnie zostały wpisane do Krajowego Programu Kosmicznego (jako oficjalny projekt w obszarze generowania kadr dla przemysłu). A podkreślić należy, że w Polsce drużynę robotyczną posiada prawie każda uczelnia techniczna. Ponadto prowadzimy działania dla wielu klientów z sektora aerokosmicznego, mając dzięki temu styczność z wieloma unikatowymi technologiami, które tworzone są na potrzeby tylko jednej misji. Współpracujemy również z niezwykłą grupą polskich naukowców, pracujących nad kwantową rewolucją w obszarze telekomunikacji czy cyberbezpieczeństwa. To jeden wielu dowodów na to, że rozumiemy technologie jak mało kto i to zarówno te konsumenckie, jak i przemysłowe czy medyczne.

W ciągu tych 12 lat współpracy z wieloma wybitnymi inżynierami czy naukowcami, nabyliśmy kompetencje rozwiązywania problemów złożonych (tzw. complexive problem solving), co wykorzystujemy przy działaniach dla naszych Klientów w obszarze komunikacji marketingowej, a w szczególności w zarządzaniu kryzysami wizerunkowymi. Czy takie przyszłościowe myślenie ma sens? Podam przykład koncernów Nike i Ford. Niedawno zatrudniły one pisarzy science-fiction, którzy mają im pomóc zrozumieć trendy, a nawet je wyprzedzać. I to właśnie wyróżnia nas od innych firm z naszego obszaru – patrzymy nieco dalej i dzięki temu jesteśmy w stanie być bardzo interesującym partnerem biznesowym dla naszych Klientów. 

Nowa era dzięki bogatemu doświadczeniu

Przyznaję, że do przeprowadzenia zmiany biznesowej natchnęła mnie nieco książka Adriana Hona „A History of the Future in 100 Objects”. W jednym rozdziale pojawiają się tam tzw. Amplified Teams, czyli grupy doświadczonych profesjonalistów, wyposażonych w najnowsze osiągnięcia cybernetyki medycznej, którym zlecane są najtrudniejsze projekty zarówno wielkich koncernów, jak i mniejszych organizacji. Co prawda implantów jeszcze nie zamierzamy sobie wszczepiać, ale wraz z naszymi zaufanymi partnerami biznesowymi zmieniliśmy się właśnie w taki zespół doświadczonych konsultantów (mamy w zespole wiele osób, realizujących projekty od 10, a nawet 20 lat), którzy podejmują często bardzo skomplikowane wyzwania i dostarczają efektywne rozwiązania, ściśle związane z celami biznesowymi Klientów.

Dla mnie ta nowa era zaczęła się już w zeszłym roku, kiedy przechodziliśmy wielomiesięczny proces transformacji. Dzięki zewnętrznym audytorom biznesowym mogliśmy spojrzeć na własną firmę z nieco innej perspektywy. Bo na tym polega właśnie olbrzymia zaleta outsourcingu, że wyzwala z rutyny oraz ciągłego patrzenia wyłącznie od wewnątrz. Dzisiaj z dumą przedstawiam nową markę, jaką zamierzamy budować, bazując na sukcesach Planet PR. Poszerzamy ofertę, realizując wiele działań strategicznych i doradczych (w tym m.in. audyty komunikacyjne oparte na analityce danych), skutecznie zarządzając kryzysami wizerunkowymi i prowadząc również opiekę pokryzysową, a także wdrażając ciekawe rozwiązania w obszarze obsługi komunikacyjnej (jak trendbooki czy foresighty). Do tego Wam – naszym Klientom – oddajemy do dyspozycji niesamowity potencjał naszych konsultantów w Warszawie i Krakowie oraz rozsianych w naszych biurach GlobalCom na całym świecie – łącznie ponad 1400 osób.

Witajcie w PLANET PARTNERS !